Zimowy deficyt słońca – jak duży ma na nas wpływ?
  • Opublikowano:

    29 stycznia 2021

  • Komentarze:

    0

Luty to zwykle czas, kiedy większość z nas ma już dość zimy. Tęsknimy za słońcem, dłuższym dniem i ciepłem. Kiedy opada już świąteczno-noworoczny nastrój, częściej dotykają nas refleksje na temat uciążliwości zimy, niż jej uroków.

Zmęczenie materiału

W czasie zimy, a szczególnie jej drugiej połowy, doświadczać możemy smutku i spadku energii, problemów ze skupieniem i ogólnego zaburzenia nastroju. Specjaliści nazywają to zimowymi stanami depresyjnymi (winter blues). W odróżnieniu od sezonowego zaburzenia afektywnego (SAD), występuję dosyć często i ma łagodny przebieg, nie pojawia się również regularnie. Zazwyczaj nie wymaga też pomocy specjalistów.  SAD, podobnie jak inne formy depresji, może powodować przejmujący smutek, poczucie beznadziei, bezwartościowości i poirytowanie. Osoby nim dotknięte często wycofują się z życia społecznego, odczuwają silny spadek energii, a nawet wzrost zapotrzebowania na słodycze i inne węglowodany, często przybierają ma wadze. W przypadku SAD interwencja specjalistyczna może być konieczna. Stan te ulega wygaszeniu zwykle dopiero w okolicy wiosny/lata.

Głównym powodem pojawiania się zarówno dla SAD, jak i winter blues, wydaje się być brak odpowiedniej ilości światła słonecznego. Jesienno-zimowa (znacznie zmniejszona) dawka powoduje zakłócenia rytmu dobowego. Nasz wewnętrzy zegar reaguje bowiem na to, co dzieje się wokół nas – w szczególności na jasność i ciemność. W odpowiedzi na to, jakie panują warunki w organizmie wytwarzana jest melatonina, która ma przygotować nas do snu, wywołując senność.

Na początku lat 80. XX wieku, badacze z amerykańskiego NIH połączyli sezonową depresję, z ograniczonym dostępem do światła. Wprowadzili oni również terapię światłem, która jest dziś jedną z metod leczenie tego schorzenia. W ramach fototerapii pacjenci poddają się naświetleniom przez specjalne lampy, których działanie ma zrekompensować deficyty światła słonecznego. Badania wykazały, że stosowana przez kilka tygodni, metoda ta łagodzi objawy SAD nawet u 70% pacjentów.

Nasze badania wykazały, że pacjenci zgłaszają poprawę w obszarze objawów depresyjnych, już po pierwszym naświetlaniu. – powiedział dr Teodor Postolache, leczący zaburzenia lękowe i zaburzenia nastroju, na University of Maryland School of Medicine.

Optymalnym byłoby stosowanie lampy aż do wiosny, jednak nie zawsze i nie dla wszystkich jest to możliwe. U niektórych pacjentów konieczne będzie wspomaganie terapii lekami przeciwdepresyjnymi.

Do szerszych wniosków doszedł jeden z emerytowanych profesorów psychiatrii na University of California w San Diego, Daniel Kripke. Jego zdaniem możliwe jest, że melatonina docierająca do podwzgórza zmienia syntezę aktywnego hormonu tarczycy, który reguluje procesy zachodzące w ciele.

Jesienią i zimą słońce wstaje później, więc wydzielanie melatoniny trwa dłużej. Jak pokazują badania na zwierzętach, wysoki poziom tego hormonu zaraz po przebudzeniu, wyraźnie hamuje wytwarzanie aktywnego hormonu tarczycy. Jego spadek może powodować zmiany apetytu, nastroju oraz spadek energii. Hormon ten wpływa między innymi na serotoninę, czyli neuroprzekaźnik który reguluje nastrój. Istnieją badania które wykazały, że poziom serotoniny w mózgu był u ludzi najniższy zimą, najwyższy zaś latem. Kanadyjskie badanie z 2016 roku ujawniło, że u osób z ciężką postacią SAD, zmiany w białku hamującym działanie serotoniny, jest większe.

W obszarze tym pozostaje jeszcze wiele do zbadania. Dowody wskazują jednak na to, że regularna ekspozycja na światło (fototerapia), szczególnie wcześnie rano, zdaje się łagodzić lub odwracać objawy SAD oraz zimowych zaburzeń depresyjnych.

Istotność światła słonecznego rozumieją z pewnością mieszkańcy norweskiego Rjukan. Znajduje się ono w głębokiej dolinie, w wyniku czego od września do marca, nisko zawieszone słońce nie jest w stanie oświetlić miasta. Obecność, a raczej absencja słońca jest jednym z najważniejszych tematów dotyczących codzienności, dla tamtejszej ludności. Życie bez słońca, jest bowiem niezwykle trudne. W 1913 roku właściciel elektrowni wodnej, Sam Eyde, wpadł na pomysł, by na zboczach góry zbudowano specjalnie lustra, które pomogłyby oświetlić nieco miasto. Nie pozwalała na to jednak ówczesna technologia, dlatego zdecydowano się na kolejkę linową, która pomogłaby mieszkańcom dostać się wyżej i zaznać nieco kąpieli słonecznych.

Pomysł luster nie został jednak zaniechany – musiał poczekać 100 lat. Od 2013 roku, trzy heliostaty (każde z luster o powierzchni 17 m²), pozwalają oświetlać główny plac miasta, choćby na dwie godziny. To zdaje się przynosić mieszkańcom nie tylko ulgę, ale i nadzieję na wyglądanie wiosny.

Źródła:

https://newsinhealth.nih.gov/2013/01/beat-winter-blues

https://www.theatlantic.com/health/archive/2017/03/seasonal-affective-disorder-mosaic/519495/

Opracowała Ewa Wysocka

Brak komentarzy
Napisz komentarz