Cukier – ukryte zagrożenie
  • Opublikowano:

    6 stycznia 2017

  • Komentarze:

    3

“Praktycznie zero”. To realistyczne szanse na to, że organizacjom związanym ze zdrowiem publicznym uda się w najbliższej przyszłości zahamować epidemie otyłości i cukrzycy, przynajmniej według Margaret Chan, dyrektorki generalnej Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). „Prawdopodobieństwo, że obecna, zła sytuacja nie stanie się gorsza jest praktycznie zerowe”, powiedziała Chan podczas dorocznego spotkania National Academy of Medicine w październiku. Opisała też to co dzieje się dzisiaj jako “katastrofę w zwolnionym tempie”, co pokazuje jak poważny jest to problem. Wraz ze zwiększeniem się ilości otyłych osób cukrzyca, która prowadzi do ślepoty, amputacji, chorób serca, niewydolności nerek i przedwczesnej śmierci stała się prawdziwą plagą. W niektórych grupach demograficznych cierpi na nią co drugi dorosły.

Podczas kryzysu zdrowotnego takich rozmiarów, oczywiste jest pytanie: dlaczego się tak dzieje? Łatwo można wskazać konkretne wpadki współczesnej medycyny ale porażka na taką skalę jest bezprecedensowa. Być może w takim przypadku należy sięgnąć po najprostsze wytłumaczenie: nasze zrozumienie przyczyn zarówno otyłości jak i cukrzycy jest wadliwe. Być może nawet fatalnie wadliwe.

Badacze nauk ścisłych mają nawet nazwę dla takiej sytuacji: patologiczna nauka, zdefiniowana przez noblistę z chemii Irvinga Langmuira w 1953 jako “nauka o rzeczach, których nie ma”. Tam gdzie procedury badawcze są albo za drogie albo niemożliwe do poprawnego przeprowadzenia, złe założenia, fałszywe paradygmaty i patologiczna nauka mogą trwać w nieskończoność. Czy jest tak w wypadku obecnej epidemii? To bardzo możliwe. Może po prostu źle zrozumieliśmy jaki związek nasza dieta czy styl życia ma z otyłością i cukrzycą? Jak zasugerował w 1621 oksfordzki uczony Robert Burton w „Anatomii Melancholii”:

Jeżeli leki są nieidealne, słabe albo bezużyteczne, całkiem prawdopodobne jest, że to przyczyny choroby są źle zrozumiane.

Historia badań nad otyłością i odżywianiem sugeruje, że właśnie tak się stało. W dziesięcioleciach poprzedzających II Wojnę Światową, niemieccy i austriaccy naukowcy wywnioskowali, że otyłość jest wywołana przez zaburzenia hormonalne; w latach 60-tych powiązano te zaburzenia z zawartością cukru w naszej diecie. Ale austriacko-niemiecka szkoła myślenia została przetrzebiona po wojnie a pogląd, że winnym jest cukier nigdy nie przyjął się w świecie nauki – głównie przez to, że środowisko naukowców żywienia w latach 70-tych uznało tłuszcze za winowajców chorób cywilizacyjnych. W obliczu eksplozji epidemii otyłości i cukrzycy warto ponownie przyjrzeć się poglądowi, wskazującym na cukier jako centralny element obecnego kryzysu.

Kiedy badacze i oficjele organizacji ochrony zdrowia publicznego wypowiadają się o cukrzycy i otyłości piszą, że te schorzenia są “wieloczynnikowe i złożone”. Sugerują tym samym, że ich porażka jest w związku z tym usprawiedliwiona. Ale to tylko zaciemnia fakt, że metody walki z tymi chorobami opierają się na dwóch założeniach, które niekoniecznie są poprawne.

Pierwsze z nich jest takie, że cukrzyca typu 2 (powszechna forma cukrzycy nabywanej podczas życia) i otyłość są powiązane. Ponieważ otyłość i cukrzyca typu 2 tak często występują wspólnie, zakłada się, że cukrzycę powoduje otyłość albo kumulacja tłuszczu w organizmie. Zgodnie z tą logiką, to co powoduje otyłość jest też pośrednio sprawcą cukrzycy.

Drugie założenie stara się wytłumaczyć podstawową przyczynę otyłości: brak równowagi między konsumowanymi i spalanymi kaloriami.

Taki sposób myślenia, charakterystyczny dla WHO i praktycznie każdej innej organizacji związanej z ochroną zdrowia, stał się dla nich niezachwianym fundamentem. Naukowcy opisują otyłość jako problem z równowagą energetyczną. Jest to podwalina praktycznie wszystkich badań nad otyłością – od prewencji przez leczenie. A tym samym – również podwalina naszej wiedzy o cukrzycy. Ten pogląd ukształtował także rolę, jaką przypisaliśmy rafinowanym cukrom (cukier, syrop glukozowo-fruktozowy).

WHO i inne organizacje zdrowia publicznego chcą opodatkowania cukru, a w szczególności napojów z wysokim stężeniem cukrów. Ale robią to nie dlatego, że cukier wywołuje choroby (podobnie jak w przypadku palenia i raka płuc), a dlatego, że z ich perspektywy cukier to puste kalorie, które jemy w nadmiarowych ilościach. Zgodnie z tą logiką to co powoduje, że tyjemy jest jednocześnie przyczyną cukrzycy.

Jeśli przyjmiemy, że tycie wynika ze złego bilansu energetycznego (więcej spożywamy niż zużywamy), dojdziemy do wniosku że jedyne co musimy kontrolować w naszym jedzeniu, to jego zawartość energetyczne, czyli kalorie. Tylko to się liczy. Na podstawie tego poglądu sformułowano słynne zdanie “kaloria to kaloria”, które w latach 60-tych stało się mantrą badaczy nad żywieniem. Doprowadziło to do tego, że zrozumienie i leczenie otyłości zostało sprowadzone do liczenia kalorii.

Pogląd ten został błyskawicznie podchwycony przez przemysł cukrowniczy. Trudno się dziwić – gdyby udowodniono, że cukier jest szkodliwy albo ma właściwości zwiększające ryzyko otyłości czy cukrzycy, instytucje państwowe musiałyby interweniować. Jeżeli jednak jedynym efektem spożycia cukru są dodatkowe kalorie w diecie, jak w wypadku każdego innego pokarmu, wtedy można go uznać za zupełnie niegroźny. Kiedy przemysł cukrowniczy rozpoczął w 1956 szeroko zakrojoną roku kampanię promocyjną, mającą przekonać ludzi że nie jest “tuczący”, zrobił to w oparciu na zdawałoby się solidnych naukowych przesłankach. “Cukier nie jest ani odchudzający ani tuczący” tłumaczyły reklamy. „Każde jedzenie to kalorie i nie ma różnicy między tym czy kalorie pochodzą za steku, cukru, grejpfruta czy lodów.”

60 lat później, w 2015 roku, New York Times opisał jak naukowcy na zlecenie Coca-Coli stworzyli za ich pieniądze organizację Global Energy Balance Network. Miała ona prosty cel – przerzucić winę za epidemię otyłości ze złych diet, na nadmierne spożycie kalorii. Argumenty nie zmieniły się od lat: jeżeli to nadmiar kalorii odpowiada za otyłość, to nie należy unikać Coli tylko spożywać ją z umiarem. Ewentualnie spalić nadmiar kalorii przez aktywność fizyczną. Dla przemysłu cukrowego i firm takich jak Coca Cola, ten chwytliwy pogląd jest prawdziwym darem niebios.

Czas na zasadnicze pytanie: czy teoria nierównowagi energetycznej jest prawidłowa? Czy to właściwe założenie? Od ponad stu lat istnieje inna teoria: według niejo otyłość związana jest z nadmiernym gromadzeniem tłuszczu. Tym samym jest schorzeniem hormonalnym związanym z naszym metabolizmem i powstałym z powodu zaburzeń endokrynologicznych. W latach 30-tych właśnie w taki sposób określił otyłość Eugene Du Bois, wiodący w tamtym okresie amerykański badacz metabolizmu. Zgodnie z jego teorią, pokarm może zwiększać tendencję do gromadzenia tłuszczu nie z powodu nadmiaru kalorii, a z powodu zawartości substancji odżywczych, białek, tłuszczy i węglowodanów (cukrów). Nasze organizmy mają system pozwalający na zarządzanie przyjmowanymi składnikami odżywczymi. Część jest spalana dla energii, część magazynowana, a część wykorzystana do odbudowy naszych organów. Według koncepcji Eugene Du Bois, przyczyną otyłości i cukrzycy jest rozregulowanie tego wyrafinowanego systemu.

Ta konkurencyjna teoria zakłada, że cukier ma unikatowe działanie na nasz organizm – niezależne od przyjętych kalorii. W tym świetle cukier jest “toksyczny” – ale w skali lat czy dekad. Zostajemy otyłymi cukrzykami nie dlatego, że jemy zbyt dużo cukrów ale dlatego, że cukry mają specyficzne działanie na naszą fizjologię, metabolizm i politykę hormonalną. Jeżeli to prawda, to myślenie że otyłość jest problemem z nierównowagą energetyczną jest podobne do myślenia, że bieda to problem z nierównowagą finansową (spowodowaną przez to, że wydajemy za dużo a zarabiamy zbyt mało). Łącząc otyłość z konkretnymi zachowaniami – spożywaniem zbyt wielu kalorii i brakiem aktywności fizycznej – badacze zrobili z problemu fizjologicznego problem związany ze stylem życia. Ale nie tylko. Popełnili jeszcze jeden błąd – błąd który przez lata przerodził się w ideę zbyt wielką, żeby mogła upaść.

Żeby zrozumieć jak do tego doszło musimy zagłębić się nieco w historię. Współczesna nauka o żywieniu ma korzenie w latach 60-tych XIX w., kiedy niemieccy badacze stali się pionierami w wykorzystywaniu kalorymetru – aparatu wypełniającego cały pokój. Te maszyny pozwalały na mierzenie energii zużywanej przez ludzi i zwierzęta w różnych warunkach, przy różnych dietach i różnym stopniu aktywności. Przez kolejne półwiecze praktycznie wszystkie badania dotyczące żywienia były wykonywane przy użyciu tego typu maszyn. Dzięki temu określono zapotrzebowanie na energię organizmów oraz zapotrzebowanie na różne makroskładniki (białka, witaminy, minerały). Funkcja pełniona przez te pierwsze instrumenty pomiarowe zdefiniowała podstawy nauki o żywieniu aż do dzisiaj.

Dziś kiedy dietetyk mówi, że cukier to “puste kalorie”, używa określenia zdefiniowanego przez badania sprzed stu lat za pomocą narzędzi dostępnych w tamtej erze. Kiedy twierdzi, że otyłość to wynik nierównowagi energetycznej pożywienia, robi dokładnie to samo. W obu przypadkach ignoruje badania, które później przeczyły tym twierdzeniom.

Teoria głosząca że otyłość to wynik źle zbilansowanego jedzenia wyłoniła się jako następstwo największych osiągnięć naukowych tego okresu. Oto potwierdzono, że prawa termodynamiki, a konkretnie zasada zachowania energii, odnosi się nie tylko do obiektów nieożywionych ale również żywych organizmów – w tym ludzi. Naukowcy uznali więc kalorie za głównego sprawcę otyłości. Naturalnie za nimi poszli lekarze. We wczesnym XX w. Carl von Noorden, niemiecki specjalista od cukrzycy, twierdził: „Spożycie większej ilości jedzenia niż potrzebuje tego ciało prowadzi do akumulacji tłuszczu i otyłości, jeżeli ta dysproporcja w spożyciu utrzymuje się przez dłuższy czas.”

W latach 20-tych idee von Noordena trafiły na podatny grunt dzięki Louisowi Newburghowi, lekarzowi z University of Michigan. Opisał on rzeczywistość za pomocą prostej (według niego) prawdy – “Wszystkie otyłe osoby łączy jedna cecha – jedzą zbyt wiele.”. Zakładając, że nadmierne spożycie musi być przyczyną otyłości, Newburgh zaczął obwiniać “nieposkromiony apetyt” i „zmniejszone zużycie energii”. Gdy w późniejszych badaniach wskazywano, że otyli, którzy ograniczają spożycie kalorii nadal są otyli, odpowiadał, że te osoby są podatne na “różnorakie ludzkie słabości, nieumiarkowanie i ignorancję”. W ten sposób przerzucił winę na chorych i sprawił, że otyłość stała się przedmiotem badań psychologii i behawioryzmu.

Ten sposób myślenia można spotkać do dzisiaj. W 1939 biografia Newburgha opisywała go jako odkrywcę tego, że “cały problem związany z wagą wiąże się z regulowaniem spożycia kalorii i ich zużywania” oraz człowieka, który “obalił tezę, że otyłość jest wynikiem fundamentalnego problemu z ciałem”.

Mimo tego, konkurencyjny pogląd wskazujący na wewnętrzną przyczynę otyłości, związaną z problemem w funkcjonowaniu organizmu nie był łatwy do wykorzenienia. Badacze z Austrii i Niemiec wciąż upierali się przy swoim spojrzeniu na sprawę. Według ich wniosków otyłość mogła być tłumaczona wyłącznie przez wewnętrzną wadę – postrzeganą jako problem hormonalny i regulacyjny. Warto w tym miejscu przypomnieć, że to badacze z tych krajów byli pionierami wszystkich dziedzin związanych z otyłością – wliczając żywienie, metabolizm, endokrynologię i genetykę. To oni dominowali w naukach medycznych, podobnie jak w fizyce i chemii, przez cały okres aż do II WŚ. W tym czasie niemiecki był lingua franca nauki – zarówno medycznej i całej reszty, a naukowcy z całego świata jeździli do tych krajów w poszukiwaniu mentorów i wiedzy.

Gustav von Bergmann, niemiecki chirurg i profesor akademicki twierdził, że teoria nierównowagi energetycznej jest kompletnie fałszywa. Według niego twierdzenia von Noordena były tylko opisem tego co się dzieje. Nie stanowiły opisu mechanizmu działania choroby, a tym bardziej nie tłumaczyły jej przyczyn.

Celem hipotezy w nauce jest wytłumaczenie tego co obserwujemy w przyrodzie czy w laboratorium. Ale hipoteza nierównowagi energetycznej nie tłumaczy absolutnie nic. Nie tłumaczy dlaczego kumulujemy kalorie w postaci tłuszczu zamiast je spalać, nie tłumaczy prostych obserwacji związanych z genetyką (w końcu bliźnięta jednojajowe mają taką samą budowę ciała), nie daje też odpowiedzi dlaczego tłuszcz odkłada się w różny sposób u kobiet i mężczyzn.

U osób otyłych występuję pewna anarchia, gdzie tkanka tłuszczowa zdaje się wyłamywać spod precyzyjnej gospodarki energetycznej organizmu.

Według von Bergmanna otyłość to nie problem energii, a zatrzymywania tłuszczu w organizmie (podobnie jak globalne ocieplenie to nie problem bilansu energii a zatrzymywania energii w atmosferze). Pytanie na które trzeba odpowiedzieć, to dlaczego tłuszcz gromadzi się w organiźmie. Jakakolwiek istotna hipoteza na temat otyłości musi wytłumaczyć dlaczego to się dzieje. Dlaczego zamiast spalić kalorie gromadzimy je jako tłuszcz?

W 1930 Julius Bauer z Uniwerstyetu Wiedeńskiego podjął pomysły von Bergmanna argumentując, że otyłość musi być jakąś deregulacją czynników biologicznych. W normalnej sytuacji organizm nie dopuszcza przecież do nadmiernego gromadzenia tłuszczu. Bauer twierdził, że komórki tłuszczowe są przez tą deregulację dodatkowo napędzane, co prowadzi do ich zwiększania, a to z kolei pozbawia ciało energii niezbędnej do właściwego funkcjonowania. Ta hipoteza hormonalno-regulacyjna tłumaczy, że to otyłość jest przyczyną nadmiernego apetytu i nieaktywności – nie odwrotnie.

Bauer porównywał tkankę tłuszczową do guza albo płodu – czegoś co ma inne “zainteresowania” niż dobro ciała gospodarza i pobiera nadmierne ilości energii, składuje je niezależnie od tego co dana osoba je i ile ćwiczy.

W 1938, Russel Wilder, szef Mayo Clinic pisał, że ta hipoteza zasługuje na głęboką uwagę. Wskazał także, że tego typu efekt może powodować widoczne i silne skutki w dłuższym czasie, biorąc pod uwagę ogromny apetyt na węglowodany u osób cierpiących na otyłość.

W 1940, kiedy Hugo Rony, endokrynolog, napisał pierwszy traktat na temat otyłości w USA, stwierdził, że w Europie hipoteza regulacyjno-hormonalna jest szeroko akceptowana.

A potem wszystko zniknęło. Niemieckie i austriackie badania medyczne skończyły się wraz z nadejściem Hitlera – potęga naukowa przechyliła się w stronę USA, kraju niezniszczonego wojną, a lingua franca nauki stał się angielski. Przez to najlepsze badania z poprzedniej ery nie były więcej czytane ani referowane. Koncepcja otyłości jako zaburzenia hormonów odeszła do lamusa.

W powojennej erze badań, koncepcja nierónowagi energetycznej Newburgha stała się bezsprzecznie wiodącą. W 1941 Bauer opublikował swój drugi – i jak się okazało ostatni – artykuł na temat otyłości po angielsku. Na 27-stronach punkt po punkcie obalał hipotezę nierównowagi energii (w tym czasie uciekł do USA i żył w Los Angeles). W 1942 Newburgh skontrował to 64-stronicowym raportem, odrzucając hipotezę hormonalną i promując swój punkt widzenia. W 1944 powtórzył to w kolejnym artykule.

Do 1959 artykuł Bauera był cytowany 10 razy i przez kolejne pół wieku nie zacytował go już nikt. W tym samym czasie artykuły Newburgha były cytowane do późnych lat 70-tych – 69 i 64 razy – jak na tamte czasy były to ogromne ilości cytowań.

Mimo praktycznie powszechnego przyjęcia jej w środowisku dietetyków, hipoteza nierównowagi energii była sprzeczna ze sporą częścią innych dyscyplin naukowych. Przykładowo badania na zwierzętach z lat 30-tych rutynowo podważały wnioski Newburgha, a wspierały Bauera. Otyłe zwierzęta przejawiały nieopanowany apetyt, a im były grubsze tym więcej jadły. Co więcej, stawały się grubsze nawet wtedy kiedy obcinano im dietę i nie jadły więcej niż ich chude rodzeństwo z grupy kontrolnej. Niektóre z nich pozostały otyłe nawet kiedy celowo je głodzono(!).

Co by nie było przyczyną tej otyłości – z pewnością nie było to nieumiarkowane jedzenie. Problem twił w tym, że komórki tłuszczowe w niekontrolowany sposób gromadziły energię albo organizmy zwierząt traciły zdolność metabolizowania kwasów tłuszczowych – oba te zjawiska mogły też zachodzić jednocześnie.

Do lat 60-tych badacze nie byli w stanie zlokalizować podstawowego mechanizmu gromadzenia tłuszczu. Żeby to zrobić musiała powstać technologia umożliwiająca dokładnie mierzenie hormonów w krwiobiegu. Był to rezultat pracy Rosalym Yalow, fizyka medycyny i Solomona Bersona, lekarza. Kiedy w 1977 Yalow dostała za swoją pracę Nobla (Berson już wtedy nie żył), Fundacja Noblowska opisała to jako “rewolucję w medycynie”. Badacze zainteresowani medycyną mogli nareszcie odpowiedzieć na podstawowe pytania: które hormony regulują kumulację tłuszczu i jego spalanie przez ciało?

Odpwiedzi płynęły z laboratorium Yalow i Bersona. Okazało się, że praktycznie wszystkie hormony mobilizują komórki tłuszczowe do spalania tłuszczy i wykorzystywanie ich jako paliwa. Poza jednym wyjątkiem…

Insuliną.

Insulina steruje zużyciem zasobów – kieruje tłuszcze do komórek tłuszczowych i reguluje spalanie glukozy przez komórki. W innych słowach – insulina jest produkowana jako odpowiedź na spożycie węglowodanów. Powoduje, że spalamy je, a tłuszcz magazynujemy. Kiedy poziom insuliny jest wysoki, składujemy tłuszcz, kiedy spada do niskiego poziomu – spalamy go.

Yalow i Berson opisali insulinę jako lipogeniczną – czyli tworzącą tłuszcze. Ten lipogeniczny sygnał musi być wyłączony albo przynajmniej wyciszony, żeby komórki tłuszczowe zaczęły spalać swoją zawartość. Podczas gdy dietetycy lubią twierdzić, że warunkiem koniecznym do odchudzenia się jest ograniczenie ilości kalorii, według tych wniosków warunkiem koniecznym jest ograniczenie insuliny.

Ale im więcej cukrów spożywamy, tym więcej wytwarzamy insuliny.

Ta rola insuliny została podkreślona przed drugie odkrycie badań Yalow i Bersona: zarówno otyli jaki cierpiący na cukrzycę typu II mają wysoki poziom cukru i insuliny we krwi. To sugeruje, że komórki w ich ciele są odporne na insulinę i ta obserwacja została wkrótce potwierdzona. W połowie lat 60-tych badacze i lekarze zorientowali się, że cukrzyca typu II nie jest niedoborem insuliny, jak cukrzyca typu I, a wynika z odporności na ten hormon. Ale skoro insulina jest związana z akumulacją tłuszczy – to jej podwyższony poziom może być przyczyną otyłości.

Może otyli nie są otyli bo jedzą zbyt dużo ale dlatego, że mają podwyższony poziom insuliny albo ich tkanka tłuszczowa jest bardziej czuła na poziom tego hormonu we krwi? Może związek otyłości i cukrzycy typu II nie jest przyczynowo skutkowy w tą stronę w jaką sugerowali wcześniej lekarze?

Berson i Yalow określili to nieco inaczej:

Akceptujemy, że otyłość prowadzi do cukrzycy, ale czy lekka cukrzyca nie predysponuje do otyłości? Insulina jest silnym agentem lipogenicznym więc chronicznie podwyższony poziom będzie sprzyjał gromadzeniu tłuszczu.

Jeżeli obserwacje Yalow i Bersona są zgodne z prawdą – a z pewnością były sensowne z perspektywy biologii – to może otyłośc rzeczywiście jest chorobą hormonalną, a Bauer i von Bergmann mieli rację? Żeby to potwierdzić trzeba było ustalić w jaki sposób nabywamy odporność na insulinę. Przez odrzucenie hipotezy hormonalnej 20 lat wcześniej badacze spowodowali, że mogła być tylko jedna odpowiedź na to pytanie: odporność na insulinę jest spowodowana otyłością, a otyłość wynika z nierównowagi spożywanych kalorii. Dokładnie taka odpowiedź padła.

Problem, jak to często bywa, wynika z dysonansu poznawczego. Odkrycia Yalow i Bersona prowadzą pośrednio i bezpośrednio do wniosku, że diety ubogie w węglowodany (w szczególności w cukry proste) będą najbardziej efektywne w odchudzaniu. W połowie lat 60-tych tego typu diety stawały się popularne, promowane przez lekarzy w formie książkowych bestsellerów.

Badacze żywienia pod nieformalnym przywództwem Freda Stare i Jean Mayer z Harvardu nazwali te diety niebezpiecznymi, ponieważ miały wysoką zawartość tłuszczu. Znaczenie mógł też mieć fakt, że (przynajmniej w przypadku Stare) dostawali fundusze od przemysłu cukrowego. Sugerowali również, że lekarze promujący te diety oszukują pacjentów wmawiając im że mogą się odchudzić bez ciężkiej pracy nad ograniczeniem swojego nieposkromionego apetytu.

Bitwa trwała do połowy lat 70-tych. Naukowcy od żywienia po jednej stronie, lekarze promujący diety po drugiej. Badacze otyłości zaczęli w latach 60-tych wierzyć, że otyłość była wynikiem problemów z nadmiernym apetytem i rewolucja endokrynologiczna zapoczątkowana przez Yelow i Bersona nie przekonała ich, że jest inaczej.

Konflikt wiedzy, powstały przez odkrycie roli insuliny do dziś odbija się echem w podręcznikach akademickich. Mimo powstania rozdziałów o roli hormonów w gromadzeniu tłuszczu, obok nich nadal można znaleźć informacje o tym, że otyłość wynika z „pobierania większej ilości kalorii w diecie niż jest zużywane w procesach metabolicznych”. Oba sposoby myślenia istnieją obok siebie w tych samych książkach ale nie mogą być jednocześnie prawdziwe. To niemożliwe, że mechanizm odpowiadający za gromadzenie tłuszczu w komórkach tłuszczowych jest inny, niż mechanizm naszego tycia w skali całego organizmu – nasze tycie to przecież tylko suma gromadzenia tłuszczu przez wszystkie komórki.

Znacznie bardziej spójną hipotezą jest ta mówiąca, że gromadzenie tłuszczu w komórkach powoduje ten sam czynnik, który powoduje, że jesteśmy otyli. Tym czynnikiem miałby być wysoki poziom cukrów we krwi, a co za tym idzie zwiększenie ilości insuliny, oba spowodowane przez konsumpcję węglowodanów. Insulina jest wydzielana w odpowiedzi na wysokie stężenie cukrów we krwi, a wysoki poziom cukrów we krwi to efekt spożywania diety bogatej w węglowodany. Sacharoza jest szczególnie podejrzana, ze względu na wysoką zawartość fruktozy, która jest metabolizowana głównie w wątrobie. A hipoteza mówi, że to akumulacja tłuszczy w wątrobie jest czynnikiem wywołującym odporność na insulinę związaną z cukrzycą typu II.

Bergman i Bauer twierdzili, że otyłość to choroba hormonalna. Jeśli połączymy ich poglądy z odkryciami z lat 60-tych wkazującymi, że hormony powodują gromadzenie tłuszczu i odporność na insulinę prowadzącą do cukrzycy i otyłości, możemy wytłumaczyć zarówno wpółczesną epidemię, jak i to dlaczego nie jesteśmy sobie w stanie z nią poradzić. Cukry i przetworzone ziarna stanowią znaczną część naszego pożywienia. Zachodnia dieta ułatwia rozregulowanie systemu, który odpowiada za naszą zdolność do zarządzania zarówno gromadzeniem tłuszczów, jak i kontrolowaniem poziomu cukru we krwi. Wynika z tego, że cukry i ziarna powodują zarówno otyłość jak i cukrzycę. Koncentrując się na kaloriach i braku ćwiczeń organizacje zajmujące się ochroną zdrowia nie wskazały prawdziwego winowajcy.

W idealnym świecie, kiedy pojawia się nowa technologia i możliwe staje się zadawanie nowych, niedostępnych wcześniej pytań, stare poglądy mogą się zmienić. Ale do tego niezbędna jest otwartość środowiska naukowego na taką zmianę. W badaniach dotyczących otyłości i żywienia zabrakło tego w kluczowych momentach. Epidemia otyłości i cukrzycy osiągnęła w międzyczasie krytyczny poziom – czyż nie czas na to, żeby zauważyć, że nasze rozwiązania i podejścia w prewencji tych schorzeń są nieadekwatne, a wręcz nieprawidłowe, oparte na fałszywych przesłankach i stuleciu źle ukierunkowanych badań?

Jeśli myślisz o ograniczeniu cukru w diecie, zachęcamy do zapoznania się z artykułem o Ksylitolu – zdrowej alternatywie:

Ksylitol – cukier brzozowy

Źródło: https://aeon.co/essays/sugar-is-a-toxic-agent-that-creates-conditions-for-disease

3 komentarze
Agata

2017-01-10 11:29:50 Odpowiedz

Teoria nierównowagi energetycznej jest jak najbardziej prawdziwa tylko w/g teorii Starożytnej Medycyny chińskiej w której wartość energetyczna ustalana jest poprzez naturę każdego produktu a nie poprzez kalorie. Cukier ma dużo kalorii ale jest produktem bardzo wyziębiającym i niskoenergetycznym, i poprzez to bardzo upośledzającym narządy wewnętrzne, które to właśnie decydują o prawidłowej gospodarce hormonalnej, prawidłowym pH, przemianie materii, procesie oczyszczającym i kondycji psychicznej…Przy dobrej kondycji narządów naprawdę nic nam nie grozi, dlatego też kuchnia pięciu przemian według Starożytnej Medycyny chińskiej jest tak wielkim dobrodziejstwem służącym każdemu organizmowi bez względu na grupę krwi i inne niedyspozycję, i ograniczenia…Poprzez swoje doświadczenie – które jest dosyć szerokie i głębokie – uważam, że obróbka pięciu przemian dostosowana do klimatu kraju, pory roku i natury organizmu ma największe zastosowanie w naszej cywilizacji.

Tomek

2017-02-18 19:03:54 Odpowiedz

Jeśli można dodałbym jeszcze, że szukający produktów bez cukru często trafiają z deszczu pod rynnę i zaopatrują się w słodziki.

Słodziki to temat rzeka ale np. te źródła
http://dzienniknaukowy.pl/zdrowie/aspartam-nie-pomaga-w-odchudzaniu-wrecz-odwrotnie/
podają o odwrotnym wręcz działaniu aspartamu pod kilkoma aspektami dotyczącymi otyłości i cukrzycy.

Tomek

2017-02-18 19:07:27 Odpowiedz

P. S. już nie wspomnę o rakotwórczym działaniu aspartamu. No ale są tu badania za i przeciw w zależności kto je finansuje.

Napisz komentarz